19 marca 2014 r.

[*] Nie żyje Krystyna Marmajewska (Krywaldowa Koliba)

19 marca 2014 r. zmarła Pani Krystyna Marmajewska. która wraz z mężem Waldemarem prowadziła hodowlę labradorów z Krywaldowej Koliby.
Krywaldowa Koliba, zarejestrowana w Zielonogórskim Oddziale ZkwP w 1993 roku, była jedną z pierwszych hodowli labradorów w Polsce. Zapoczątkowały ją dwie czarne suczki: Twiggi's Mira Muddi Madigan (domowe imię Dena) ur. 25.05.1993 r. - import z Danii oraz Ballerina from the Vicarage (domowe imię Neda) ur. 29.04.1993 r. - import z Holandii. Pierwszy miot labradorów z Krywaldowej Koliby przyszedł na świat w 1995 r.

Państwu Marmajewskim i Krywaldowej Kolibie zawdzięczamy dwa wspaniałe psy i hodowlę, która na zawsze odmieniła nasze życie. Mieliśmy ogromne szczęście, że Pani Krystyna zgodziła się w 1997 roku sprzedać nam wymarzonego czarnego labradorka. W tamtych czasach hodowli labradorów było bardzo mało i mało kto wiedział, co to za rasa. Posługując się katalogami z wystaw zwróciliśmy uwagę na hodowlę z Krywaldowej Koliby. I tak pewnego niedzielnego popołudnia trafiliśmy do urokliwego miejsca w okolicach Jeziora Sławskiego, gdzie wówczas mieszkali Państwo Marmajewscy. Prawdziwa hodowla, gdzie psy traktuje się jak członków rodziny, sprawiła na nas ogromne wrażenie. Ujęli nas mili i otwarci gospodarze. Szczęśliwie Neda była ciężarna. I tak przybył do nas Ofir Bard z Krywaldowej Koliby, urodzony 11 marca 1997 roku.

Nigdy wcześniej nie myśleliśmy o wystawach, czy hodowaniu psów. Ofir i przyjaźń z hodowcami zmieniły wszystko. 30 stycznia 2000 r. w Krywaldowej Kolibie urodziła się wnuczka Deny - nasza biszkoptowa panienka Inari. Ofir i Inari zapoczątkowały hodowlę z Borowskich Stawów, zarejestrowaną w 2002 roku.

Przez wszystkie te lata utrzymywaliśmy kontakt z Państwem Marmajewskimi. Zawsze witali nas z otwartymi ramionami. Docenialiśmy i lubiliśmy ich towarzystwo i nie odczuwaliśmy sporej różnicy wieku. Pani Krystyna była obdarzona temperamentem i poczuciem humoru. Bawił nas jej cięty język i celne spostrzeżenia nie tylko w „psich” tematach, choć tych było oczywiście najwięcej, ale także o polityce i codziennym życiu. Wspaniale gotowała i zawsze raczyła nas wybornymi potrawami. Smak węgierskiej zupy gulaszowej i rosołu z kołdunami pamiętamy do dzisiaj. Psy kochała i rozpieszczała. Pamiętam jak mówiła, że nie umie już zasnąć jeśli nie ma jednego psa na głowie, a drugiego na nogach. Tych ciepłych wspomnień jest bardzo wiele.

Ostatni raz odwiedziliśmy Państwa Krystynę i Waldemara Marmajewskich i ich trzy labradory Joko, Reda i Asko w styczniu tego roku po wystawie w Głogowie. Pani Krysia była bardzo słaba, ale nie myśleliśmy że to będzie pożegnanie. Pozostanie na zawsze w naszych sercach i pamięci. [*]