30 lipca 2013 r.

Pożegnanie Inari

30 lipca pomogliśmy przejść za Tęczowy Most naszej Nusi (Inari Evora z Krywaldowej Koliby, 30 stycznia 2000 r, - 30 lipca 2013 r.). W tym dniu ukończyła 13 lat i pół roku. Czekał tam na nią nasz pierwszy labrador nieodżałowany Ofirek (Ofir Bard z Krywaldowej Koliby, 11 marca 1997- 13 marca 2006 r.). Ta para dała początek naszej hodowli z Borowskich Stawów i zmieniła nasze życie. Inusiu pamiętam jak Krzysztof przyjechał od P. Marmajewskich z hodowli z Krywaldowej Koliby i opowiadał jaka śliczna sunia jest w miocie Ity (Elkana Marita z Krywaldowej Koliby) i nalegał, żebyśmy cię wzięli. Na początku nie chciałam, bo jeszcze mieszkaliśmy w małym blokowym mieszkanku, bo dom był w budowie. Nie opierałam się zbyt długo, a kiedy w rodowodzie dostrzegłam pokrewieństwo z Ofirkiem, to gorączkowo obliczałam współczynnik inbredu, żeby tylko nie okazało się zbyt bliskie. Pani Krystyna Marmajewska pozwoliła nam nadać ci imię i znaleźliśmy pięknie brzmiące INARI, od fińskiego jeziora.

Pamiętam jakim byłaś niesfornym szczeniakiem, zupełnie innym niż Ofir. Jak nie lubiłaś tych wszystkich ludzkich czułości i przez to omal nie wybiłaś mi zęba (klejona jedynka jeszcze się trzyma). Jak na swoim pierwszym spacerze po borowskich lasach nie zważając na nasze wołania pognałaś do rzeki, skąd trzeba było cię ratować, bo brzeg był zbyt stromy dla takiego malucha. Jak po każdym weekendzie spędzonym na działce w Borowej nie chciałaś wsiadać do auta i wracać do miasta i chowałaś się za przyczepą kempingową. Jakich zniszczeń dokonywałaś w blokowym mieszkanku, ku trwodze Ofirka, który nigdy nie robił takich rzeczy. Widzę cię jak ze szczytu górki wybranej spod fundamentów budowanego domu toczysz kulki ziemi i zsuwasz się na brzuszku, by je złapać. Jak w upalny dzień wytrwale polujesz na koniki polne, wyskakując do góry tak jak one. I jak w borowskich stawach wkładasz głowę pod wodę, by wydmuchiwać powietrze, po czym łapiesz wytworzone przez siebie bąbelki. Jakże trudno było Cię z tej wody wyciągnąć. Nie pomagało nawet jak schodziliśmy wraz z karnym Ofirem z grobli, znikając Ci z pola widzenia. Wiedziałaś, że Cię nie zostawimy. Albo to przerażenie, kiedy w pierwszy dzień Nowego Roku zapadł się pod tobą lód na stawie i nasz kolega Bartek rzucił się na brzuch i ślizgając się w twoją stronę chciał cię ratować. Dałaś radę wydostać się sama. Zawsze miałaś tę determinację i silną wolę.

W tamtych latach niewiele wiedzieliśmy o psach i niechcący zafiksowaliśmy Cię na piłeczkę. Męczyłaś potem piłeczką kogo się dało. Budowlańcy stawiający nasz dom rzucali ci patyka do lasu i z podziwem mówili: - popatrz, popatrz przyniosła TEGO patyka.

Potrafiłaś zauroczyć każdego. Pamiętam tę wystawę w Lesznie, gdzie niemiecki sędzia Wielfried Peper, zachwycając się: - mousy, lovely girl - dał ci zwycięstwo w klasie pośredniej. I w krótkim czasie ukończyłaś Championat Polski.

Pamiętam jak trzy lata starszy Ofir opiekował się tobą i jaką piękną parę tworzyliście, gdy dorosłaś. Ze wszystkimi szczegółami pamiętam tę noc, gdy po raz pierwszy rodziłaś. Mieliśmy to szczęście, że dwukrotnie rodziłaś bez komplikacji, wydając po osiem żywych i zdrowych szczeniąt. A teraz odchowuję twoje prawnuki – dzieci Roszki.

A potem starzałaś się zachowując tę swoją niesforność, upór i pewność siebie. Miałaś jednocześnie spokój, łagodność, bezkonfliktowość, które sprawiały, że wszystkie psy lgnęły do ciebie. Nawet kolejne szczenięta – dzieci Norii i Roszki lubiły zasnąć przy tobie. I wreszcie całkiem świeże wspomnienia sprzed dwóch lat, gdy dopadł cię niedowład tylnych nóg. I jak wspólnie walczyłyśmy i udało się, znowu stanęłaś na nogi. Dzielnie maszerowałaś już na krótkie spacerki, ale charakterek pozostał ten sam. Jak zawsze potrafiłaś wykorzystać chwilkę naszej nieuwagi, by dać nogę i jak dawniej a to wybrać się na stację kolejową, a to poszukać w zaroślach czy ktoś nie wyrzucił chlebka, a to na sąsiednie posesje. Jeszcze nie tak dawno pływałaś w stawie i ociągałaś się z wyjściem z wody.

W połowie czerwca zasłabłaś, kroplówkami zażegnaliśmy ten kryzys. Miałaś jeszcze tę swoją wolę życia, starałaś się. Raz nawet z wielkim trudem, ale i charakterystycznym dla ciebie uporem, powędrowałaś na zagonek truskawek, pamiętając że to przecież jest pora twoich ulubionych owoców. Ale twój czas kończył się nieubłaganie.

Nusietko, mam nadzieję, że pomimo naszych nieumiejętności, nieraz braku czasu i zaniedbań, byłaś szczęśliwym psem. Ja w tych latach, gdy biegałaś wraz z Ofirem byłam szczęśliwa.

Chciałabym, gdy przyjdzie mój czas, znaleźć się tam, gdzie są wszystkie moje psy: Inari, Ofir, Medor, Medor Pierwszy, Morris. A do nich przez Tęczowy Most będą jeszcze szły: Noria, Tysia, Roszka, Sarita, Tarot i być może 10-tygodniowa teraz prawnuczka Inari. To będzie moja Arkadia.

INUSIU KOCHAM CIĘ I TĘSKNIĘ. Do zobaczenia.